Świat jest czasami zbyt skomplikowany, a już w szczególności jeśli chodzi o to jak po nim wędrować.
Człowiek jako zwierzę stadne nie najlepiej sprawdza się w samotności. Niektórzy potrafią się w takich sytuacjach świetnie realizować, inni wprost przeciwnie. Więc gremialnie dążymy do zakładania mniejszych i większych stad.
Niestety, w tych dążeniach kierują mani rożne sprzeczności. Od potrzeby bycia blisko z kimś kto myśli podobnie, po proste zachowanie gatunku i zaspokojenie popędów.
Najczęstszym (a może tylko moim) błędem jest chęć ukrywania wszystkiego co może być bolesne przed kimś bliskim... w efekcie skutki są opłakane zamiast zbliżać się oddalamy się od siebie.
Więc co jakiś czas na nowo szukam kogoś z kim ... może tym razem.... a potem staram się żeby było jak najlepiej i ... koło się zamyka.
Chciałbym wreszcie wyłamać się z tego zaklętego kręgu! Po prostu zacząć żyć! Tylko jak rozbić skorupę, jak przestać myśleć, a pozwolić życiu żyć własnym życiem?
Nie myśl, nie analizuj, nie twórz scenariuszy - zacznij żyć i uważnie słuchaj i patrz!
Na początek jedno założeniem: - koniec z założeniem "a może tym razem?". Efektem tego założenia jest pytanie retoryczne : "czy mogło nam się udać?". A stwierdzenie:
"Dużo szczęśliwsza będziesz z Nim...
Ja? cóż , włóczęga, niespokojny duch.
Ze mną można tylko pójść na wrzosowiska...
I zapomnieć wszystko..."
jest tylko dobrym fragmentem jeszcze lepszej ballady, nie zaś próbą wytłumaczenia siebie (nawet przed samym sobą).
środa, 23 stycznia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz