wtorek, 19 lutego 2008

Łzy rozpaczy, bólu, żalu i szczęścia

Dziś od rano miałaś łzy w oczach, pół dnia przegadaliśmy o rzeczach ważnych, o uczuciach, więziach wartościach. Gdy wezwała mnie Szara Codzienność i musiałem znów odejść gdzieś daleko skąd nie było już widać brzegu morza targały tobą sprzeczności, od śmiechu przez łzy do łez ze śmiechu.

Wróciłem, zdyszany, spóźniony, jeszcze ze śniegiem na kołnierzu, lecz byłem, znów widziałem fale rozbijające się o brzeg i słyszałem mewy krzyczące w oddali. Ty próbowałaś ukryć twarz żebym nie widział śladów łez, zaklinałaś prosiłaś. A fale powracały i biły o brzeg coraz głośniej. Znów siedzimy naprzeciw siebie, i rozumiemy się bez słów. Właśnie najbardziej teraz potrzeb, ciepłych, mocnych, zarazem delikatnych, silnych, lecz takich by nie raniły.

Znów odwracasz twarz by nie pokazać mi swoich oczu. Chce mi się wyć, gryźć, rozszarpywać na strzępy, lecz ty potrafisz mnie uspokoić, znów chowam pazury. Lecz jeśli jeszcze raz, jeden, jedyny raz zobaczę w twoich oczach łzy smutku za tym, co kochasz, czym żyjesz zniszczę wszystkie kwiaty, które temu są winne! Przysięgam, wszystkie do ostatniego płatka i łodygi, choćbym miał zginąć przygnieciony więdnącymi liśćmi, Zrobię to, jeśli mnie nie powstrzymasz, albo wbrew Tobie, choć wiem, że będzie Ciebie to bardziej bolało niż rany, które te kwiaty ci zadają.

Dzisiaj mamy nasze małe święto – teraz dopiero to skojarzyłem. Dziś? Tak to dzisiaj! Nasze pierwsze wspólne świętowanie. Kwiaty świece, tort i wina łyk.

I nagle nie wiadomo skąd ten mały Szczebiotek ze swoimi chmurkami, kwiatkami, prezentami i buźka umazaną tortem, targający moją grzywę. Za stary już na to jestem, już nie potrafię delikatnie głaskać, prawie zapomniałem jak się taki ciężar bierze na grzbiet, a wspomnienia całkiem świeże kłują, choć pomagają w zabawie…

Nie! Nie wierzę, a jednak, słuch mnie nie myli. To nie sen! Już nie jesteś tylko ciągiem znaków na ekranie - znów słyszę twój głos.

TWÓJ GŁOS, jak zwykle ciepły miękki, łagodny i tylko łzy cichutko płyną po policzkach. Płacz, krzycz, masz prawo!

Już jestem, spójrz, stoję przy Twoim boku, jeżę kark, obnażam kły i wystawiam pazury! Niech tylko spróbują! Niech tylko spróbują zabrać ci głos. NIE ODDAM!

Spójrz, nie jesteś sama! Obok mnie na dźwięk twojego głosu stają jeden po drugi ci wszyscy, dla których jesteś latarnią w ciemnościach i wśród wycia wiatrów i burz.

NIE! Błagam, nie mów tego, to nie może być tak! Nie zgadam się, spójrz na nas, spójrz w nasze oczy serca- MY SIĘ NIE ZGADZAMY! My cię prosimy –oświetlaj nam nasze drogi, ogrzewaj nasze zbłąkane serca, bądź światłem naszych radości.

Teraz ja odwrócę się na chwilę, proszę nie patrz przez chwile w moje oczy! Jest w nich pustka, a na futro spływa jedna i druga i trzecia łza.

Już dobrze, już znów jestem, nie mogę teraz być słaby, muszę, muszę Ci pomóc, muszę dać Ci jeszcze resztki tej siły, którą jeszcze mam. Bo dopóki jesteś my też jesteśmy, jeśli zgaśniesz my zginiemy na skalach, zagubimy się w ciemnościach.

Osłoniliśmy Cię murem naszych głosów, wzmocniliśmy go zaklęciami naszych myśli, spoiliśmy go okruchami naszych serc i … zabłysłaś nowym blaskiem! Znów na Twojej twarzy zagościł ten ciepły uśmiech, uśmiech, na który czekaliśmy tyle dni, obsychają łzy na policzkach, a oczy płoną nowym blaskiem. Uwierzyłaś w siebie, uwierzyłaś w nas, rozpromieniasz znów nasze serca i ogrzewasz swoim ciepłem. Zostajesz z nami, my jesteśmy z Tobą.

Ach jak dobrze znów słyszeć Cię taką jak zwykle, jak dobrze widzieć twój uśmiech! Tych leż już nie powstrzymuj, nie ocieraj! Zbierzemy je i zachowamy jak najcenniejsze klejnoty – to łzy twojego szczęścia.

Wybacz z oddali wzywa mnie głos przyjaciela, coś dzieje się niedobrego tam - na południu. Jeszcze pozwolę Ci się wytargać za grzywę, jeszcze raz przewiozę pośród nadmorskich traw. Zostań tutaj, wśród przyjaciół, zostań wśród tych, którzy tu dzisiaj przybyli.

Musze już odejść, wzywa mnie Przyjaciel, on kiedyś leczył moje rany, teraz ja spieszę mu z pomocą

Wrócę, na pewno wrócę, gdzie będzie mi lepiej niż tu, gdzie mogę słuchać znów Twojego głosu, gdzie na gościa czeka spokojny kat, gdzie można bez lęku schować kły, pazury i słuchać muzyki szumu fal…

Brak komentarzy: