sobota, 1 marca 2008

Twarzą w twarz

Stanęliśmy naprzeciw siebie, gdzieś w obcym domu, jakieś, czyjeś kuchni. Banał. Kawa bo zimo, bo późno. Chwila rozmowy o niczym, krążymy wokół siebie, wokół tego co oboje chcemy powiedzieć.
I stało sie jedno słowo, jeden gest. A potem już było łatwo, chociaż bardzo trudno, chociaż bardzo ciężko. Z początku słowa jeszcze się nie składają w całość, jeszcze nie potrafimy się do końca otworzyć. W końcu Ty decydujesz sie na prosty gest i Ja wiem już wszystko. Znów na kilka chwil czas stanął w miejscu. Stanął w miejscu, ale sie nie cofnął. I dobrze że właśnie tak się stało

I potoczyło się, popłynęły słowa z serca, szczere prawdziwe. Mówimy oboje o tym samym. Wydaje się że każde z nas mówi co innego, ale tak naprawdę to jest ta sam opowieść opowiadana z dwóch przeciwległych biegunów - Twoje i Mojego. A słowa są te same, wiedzieliśmy, czuliśmy to samo, tylko każde z nas inaczej. I oboje czuliśmy sie tak samo, każde z nas wiedziało to samo, widziało to samo i każde z nas czuło to samo - tylko inaczej.

Szukaliśmy rozwiązania, każde z nas po swojemu. Zabrakło Nam jednego gestu, zabrakło jednej rozmowy, jednego słowa. Nie potrafiliśmy znów zacząć działać razem. Nie ważne jakie wtedy kierowały nami motywy. Co chcieliśmy ukryć, czego sobie zaoszczędzić.

Wiem, mogłem to wszystko zupełni inaczej rozegrać. Mogłem przestać na siłę dążyć do tego żebyś była szczęśliwa. Mogłem po prostu powiedzieć Ci co się ze mną naprawdę dzieje. Mogłem m przyznać sie do tego że już nie mam siły. Poprosić o pomoc wprost, po prostu powiedzieć: Ratuj mnie, siebie, nas. Zamiast tego walczyłem z szarą codziennością i coraz bardziej pogrążałem siebie, ciebie nas.

Teraz kiedy powiedzieliśmy sobie już to wszystko, wiemy co się działo wtedy naprawdę w każdym z nas i co działo sie z Nami.

Teraz już wiemy oboje że dalej możemy iść przez świat swoimi drogami, bez oglądania się za siebie. I choć dzielić nas będzie 1600 kilometrów zawsze będziemy na tyle blisko, że wystarczy że wyciągniemy do siebie dłonie i nie trafią w pustkę. A kiedy po prostu będziemy chcieli siebie usłyszeć, pogadać o tym jak pięknie zachodzi słońce wśród gór nad jeziorem lub jak układają sie szlaki Cu nad lotniskiem wystarczy ze jedno zawoła a drugie sie odezwie i będzie słuchać, mówić, że będzie...

Więc gdy za kilkanaście, a może kilkadziesiąt godzin będę wracać na północ powiem mówię Ci jak zawsze: na razie Słoneczko, do zobaczenia!

Brak komentarzy: