czwartek, 20 sierpnia 2009

A miało być tak pięknie... wyszło jak zwykle :) – Czyli jak „obeszły się” moje 43 i Róży 27 urodziny :)


Dla uściślenia informacji oraz zachowania prawdy historycznej - urodziny mam DZISIAJ (20 sierpnia), a opisywane wydarzenia miały miejsce nieco wcześniej (17 i 81 sierpnia). Nie pytajcie dlaczego - po prostu tak się umówiliśmy ze znajomymi i był wolny termin i koncert w zaprzyjaźnionej knajpce.. Poza tym to Moje i Róży urodziny!


Niby wszystko zapowiadało się normalnie, tylko w poniedziałek chodziło za mną: pojedź do cukierni, pojedź do cukierni... Pojechałem, ale przyjechałem 3 minuty po zamknięciu:(.

We wtorek od rana myślę sobie tak: nie dzwonią, czyli wszystko jest w porządku.
Roboty akurat miałem huk, więc nawet nie poszedłem do fryzjera. Dobrze, że choć rano zdążyłem się ogolić:). O 17 jestem już wolny - to znaczy zostawiłem "robociki" bez opieki i oddaliłem się z miejsca pracy po angielsku.

Oczywiście gdy dojechałem rowerkiem do domu byłem już w stanie mocno przepoconym :) Ekspresowe odwiedziny pod prysznicem i już kumpel dzwoni, że czeka z samochodem i moimi ciuchami, które od ran woził na tylnym siedzeniu. Dlaczego? Bo przewidywałem wersję „B” - czyli bez pobytu w domu. Spadam po schodach na dół i pędzimy do... biura - K-MAX (to zakamuflowana forma wyrazu powszechnie uważanego za obraźliwy :)). Przebieram się w czasie jazdy - mogę startować do konkursu na najbardziej wygniecionego faceta roku!. Lniane ciuchy nie cierpią jak ktoś na nich siedzi :(. Okazało się, że sympatyczny kolega dosłownie woził moje odzienie NA SIEDZENIU - a na tymże siedzeniu leżało pół biura i siedziało też kilka osób - CENZURA!

Taksówka i do cukierni - wpadam tym razem 3 minuty przed zamknięciem - obsługa już „mojego torta” wynosi gdzieś na zaplecze. Mają zamiar go zjeść czy też wyrzucić? nie wiem, więc pytam czy ewentualnie mogę go odebrać. pokazują mi to arcydzieło sztuki cukierniczej zamówione tylko pięć dni wcześniej. Jezusie, Maryjo, Buddo i Mahomecie oraz Manitu - czemu on jest taki płaski, sam ocean zrobili, czy CV-43 i GibSea 126 już odpłynęły?
Uprzejmie pytam:
- CO TO JEST?
- Nie wiem, ja tego nie piekłam! To jest Pańskie zamówienie!
- Moje? Nie proszę pani! MOJE zamówienie opiewało na tort trójwymiarowy, a nie na płaski placek w kolorze zawartości latryny. W PIĄTEK dostarczyłem 5 (słownie: pięć) kartek formatu A-4 z projektem tortu.
Na pierwszej były rzut z góry:


na drugiej widok z boku:


na trzeciej plany LOTNISKOWCA CV-43, SAMOLOTU P-43 oraz wzorzec–szablon cyfr do napisu 43:


na czwartej JACHTU Żaglowego GibSea-126:


piąta zaś zawierała zdjęcia LOTNISKOWCA i ŻAGLÓWKI dodane dla lepszego zobrazowania wyglądu tortu.


- Ja za to nie ponoszę żadnej odpowiedzialności, to jest pańskie zamówienie (jedna kartka ze śladami kremu i czekolady)
- A gdzie są pozostałe kartki i wizytówka? Przecież zostawiłem ją celowo na wypadek gdyby cukiernik miał jakieś zapytania!
- Ja nie wiem, ale może pan odmówić przyjęcia tortu...
- A na przyjęciu, które zaraz się zaczyna podamy gościom Cukiernika w Polewie?


Zapłaciłem 150 PLN, łapię "to coś" i w nogi, a raczej do taksówki, która czeka z bijącym licznikiem. Jadę do klubu z nadzieją w sercu, że limit niespodzianek na dzisiaj już wyczerpałem. Nadzieja jest matką głupców i jak każda matka kocha swoje dzieci. Z czterech zamówionych szampanów są tylko trzy i to ciepłe! Dobra jest – sklep na dole – znajomy barman biegiem pognał na dół, a flaszki poszły do zamrażarki :).

Od 20.40 Ludzkość powoli zaczyna się spełzać. My oboje z Róża już znieczuleni i uspokojeni zachowujemy kamienne twarze, za radą Pierwszego Oficera nic nie mówimy na temat tortu ani szampana. Wiara sączy kolejne piwka – i ryczymy na całe gardła to, co Pontony w pełnym składzie (dwie gitary, banjo i skrzypce) wykonują na scenie.
Wreszcie „nadejszła wiekopłonna chwiła” – grają „stolarz, stolarz niech żuje nas”. Zostajemy zasypani stertą prezentów. Ja dostałem:
- model samolotu Douglas SBD Dauntless w skali 1:32 już zrobiony – tylko, że numer burtowy troszkę zawyżony C46,
- model samolotu Arado na pływakach w skali 1:72, tym razem niezrobiony!
- Historię Lotnictwa – wybieraną chyba „na wagę” – dwa kilo książki
- album ze wszystkimi zdjęciami, jakie mi zrobili bez mojej wiedzy w klubie i do tego płytę DVD z tym co do albumu nie weszło :)
- grzebień z ogromnymi zębami – chyba żeby mi o dentyście przypominał :)

Podajemy „toto-torta” – zdjęcie nawet zdążyliśmy zrobić!


Mówię barmanowi – bąbelki dla wszystkich – a ta „MAUPA” leje 18 kufli piwska! To tylko 3 razy drożej niż za szampany, ale co tam! Dla niego drobiazg – my płacimy!
Tort oczywiście zniknął szybciej niż się pojawił!

A potem? Potem to już całkiem normalnie - o 3 nad ranem padłem do własnego łóżka. Tylko, dlaczego sam?

Brak komentarzy: