No i przyjechałem…
W bazie po staremu, tylko jakoś teraz inaczej. Niby wojsko to samo, Dowódca ten sam, ale gabinet dali po drugiej stronie budynku, nie zachodzą tak jak dawniej w odwiedziny na herbatę i pogawędki. GRU ich odstrasza czy co? A może już tak nakręcili i narobili sobie w papierach, że wolą mi z oczu schodzić? Trzeba będzie z nimi pogadać i sprawy wyjaśnić. Ale to potem też do roboty. Żeńka samochód naszykował, Ładę dostałem służbową - jedziemy do miasta.
W Barze ten sam Barman, co zawsze - jak on tu cholera z tym całym towarzystwem wytrzymuje. Siedliśmy na chwilę, Kozaka nalał i gadamy sobie o tym i owym.
Raporty jednak nie kłamały w zonie nowe porządki się dzieją. Uaktywniły się te cholerne anomalie, mutantów coraz więcej i coraz bardziej pokręconych. Mój ulubieniec z ostatniej wizyty tak się zmienił, że lepiej już na niego w nocy nie patrzeć, bo od patrzenia można na oddział psychiatryczny trafić. Ręce mu dodatkowe zaczynaj rosnąć. W sumie to już ma cztery i piąta kiełkuje - wypiłem za dużo czy co? Barman go nawet pod drzwi baru wpuszcza i pozwala w cieple siedzieć. Zobaczył mnie, to mruczeć po swojemu zaczął i łasi się jak kot, albo małe dziecko. Mówić by chciał, ale z gęby już tylko coś niezrozumiałego wychodzi. Barman coś od Zielnichy przyniósł - dałem mutkowi - chyba mu smakuje, bo w tych oczach oprócz męki coś jak iskierka radości przebłysło na moment i łza się z kąciku oka zakręciła. Dostał jeszcze coś i poszedł sobie. Jak zwykle koło bramy z krzaków napoczętego trupa wyciągnął i poczłapał w las.
Barman ciekawe rzeczy opowiada. Na bandytów narzeka, więcej się tej swołoczy najechało, stalkerów łupią aż huczy i do wojska się zaczynają coraz odważnie odnosić, z naukowcami dobrze żyją, bo znoszą im to, co stalkerom nakradli. Dawniej to bimber dobry pędzili, a teraz już u nich technika poszła naprzód, coś tam dostali od naukowców, coś im ukradli. Zdaje się, że jakiś studencina razem, z jakimś innym obwiesiem po studiach u nich są - robią jakieś paskudztwo, po którym tumanieją do reszty, w anomalie się pchają. Do tego jeszcze musieli coś niecoś od wojaków za wódę i chyba też za co innego utargować, już nie w cywilnych szmatach latają, ale jakieś kurteczki pancerzyki i kamizelki sobie sprawili. Trudno toto z Kałasza przebić, czasem i magazynek podobno w to można władować a bandyta żyje. Źle się dzieje - trzeba te sprawy dokładnie sprawdzić. Barman prosi żebym też z Wojskiem i Dowódca bazy pogadał.
Wojsko coraz bardziej nerwowe - nie dziwota rannych od kul coraz więcej a i wypadki śmiertelne się zdarzają. Na dodatek sami idioci amunicją na prawo i lewo handlują, a potem się z efektów dziwią. W Barze coraz to dochodzi zamiast do gestów przyjaźni to do ekscesów. Fakt, na ścianach niedbale połatane ślady po kulach widać, na podłodze jakieś dziwne plamy - krew czy co? Oj trzeba będzie się napracować tak żeby swoim krzywdy nie zrobić, ale żeby Góra dostała takie raporty, żeby spokój był, nawet jak się te dziennikarzyny i inne turysty będą skarżyć.
Barman znów gdzieś poszedł, patrzę a tu jakieś indywidua w czarnych kombinezonach do Baru się pakują. Widzę, że jacyś nowi - wyglądają jak partyzantka, albo milicja. Jednakowa odzież, powycierana tu i ówdzie od oporządzenia, jakieś dziwne wzmocnienia na kombinezonach, zawory - co za cholerstwo i tu Powinność ma swoich? Trzeba sprawdzić.
Zielnicha właśnie przyszła od siebie. Kochana kobieta, przywitała się serdeczne, jak z rodziną dawno niewidzianą. Pogadaliśmy trochę. Nawet pomogła mi nieco, opowiedziała, co z mutantami się stało. Już wiem nieco więcej, ale mnie to nie pociesza, bo to złe wiadomości. Umówiłem się z nią, że póki się nie urządzę pożyczy mi kilka rzeczy. Kucharz w Bazie kiepski, więc utargowałem dla Żeńki kociołek i trochę wiktuałów - powiedziała z kim można też pogadać żeby stałe dostawy czegoś lepszego niż puszki wojskowe załatwić. Będzie jutro porządny obiad dla całego posterunku, a jak ktoś w gości wpadnie to się pożywi. Czas wracać, Barman mi jeszcze jakąś przesyłkę z Moskwy przyniósł - do mnie adresowana, a do niego trafiła (podobno bandyci nawet na nasze konwoje się zasadzają). Paczka na szczęście cała, nieotwierana.
