niedziela, 15 kwietnia 2012

Pamiętniki Kotowskiego: Zona Sęki cz. VII

Rano jak wstałem w Bazie akurat młody rocznik saperów miał ćwiczenia - rozwalali chłopcy aż miło było słuchać, co im pod ręce popadło. Parę razy z mocą ładunków przesadzili, ale ogólnie widać, że cel szkolenia został osiągnięty. W nagrodę pozwoliłem im jeszcze zająć się niektórymi rzeczami z moich depozytów, które nie powinny w żadnym wypadku popaść w niewłaściwe ręce. Miałem już brać się za kolejne przesłuchania, kiedy pilny telefonogram z Moskwy znów odwoła mnie do Centrali.
Żeńkę i Katiuszę jeszcze w nocy wysłałem z raportami i materiałami w trasę, tak, że też tylko mi Koziarski i ten młody - Bernard mu chyba na imię było - co biura każdej nocy pilnował został. Ale udało się szybko wszystko spakować, co było niepotrzebne albo spaliliśmy, albo młodzi saperzy rozmienili na atomy. Potem zorganizowałem sobie jakiś transport i ruszyłem w podróż.

Obawiam się, że do tej Zony już nie wrócę, bo po tuż przylocie dowiedziałem się, że posterunek będzie zwijany, Baza idzie do wysadzenia, a Dowódca z Oddziałem do innej Zony prawdopodobnie przeniesiony. Szkoda, bo jednak się zżyłem z tamtymi ludźmi. Żal mi będzie Zielnichy i jej nalewek, Barmana i tych owianych lekką nutką tajemnicy spotkań z nim w Barze przy kozaku, albo u mnie przy koniaku, tego biednego mutka którem u Zona ręce coraz to nowe daje. Nawet tych Stalekrów z ich górno-chmurnymi ideałami i ciężkim życiem. Bandytów mimo wszystko jednak mile będę wspominał - coraz trudniej o tak dobry materiał do przesłuchań , a następców na kimś trzeba szkolić.

Najbardziej jednak tej Zony będzie mi brak, jej ciszy, spokoju i dostojeństwa. Nauczyła mnie jednak wiele, może kiedyś z tego skorzystam…